Wysokie Loty
Chcę coś opisać... tylko nie do końca wiem co. I nie do końca wiem jak to nazwać co opiszę. A było to tak:
Stałem na lewo od Wiru,lekko go odczuwałem, ale nie zwracałem na Niego uwagi. W oddali dawało słyszeć się jakieś rozmowy w myślowym szepcie. Po chwili stały się zwykłym tłem otoczenia. Pomyślałem, że chyba zaczynam się przystosowywać... jak wtem coś mnie pierdzielnęło w potylice! Ogromna fala Energii przeszła przez tył mojej głowy, wypełniając cały umysł oślepiająco jasnym światłem i piskiem w uszach a następnie wybiła mi oczami i uszami na zewnątrz. Zwaliło mnie to z nóg. Ostatkiem sił zdążyłem rzucić się bezwładnie na łózko. Wszystko w koło ucichło, zapanowała niesamowita cisza, a ciało zaczęło rozpływać się w nicości. Ciężko będzie w to większości uwierzyć, ale LATAŁEM!!! Mogę stanąć na dachu największego wieżowca i dumnie krzyczeć "ludzie, ja latam". Oczywiście nie jak Ptaki, bo Ptaki nie latają w czwartym wymiarze, ale jak fala radiowa na wietrze - rozchodzę się całym sobą nad wszystko co otaczam i wtedy mnie unosi jakaś niewidzialna siła. A jakie niesamowite przeżycia... lot odrzutowcem w porównaniu to pikuś.
No i tak latałem nad naszą czasoprzestrzenią, podziwiając z góry jak kształtnie zwija się do środka czterowymiarowej spirali Fibonacziego pulsując przy tym niczym tętnica przeogromnego tyranozaura. Nigdy nie przypuszczałem, że mogę być aż tak malutki i nawet o tym nie wiedzieć. I w pewnym momencie poczułem jak coś mnie szarpnęło, zahaczyło i pociągnęło za sobą. Siła była niesamowita, cała przestrzeń mi zniknęła, światło zamieniło się w ciemność a ja wpadałem w głąb czarnej dziury jakiejś. Wystraszyłem się potwornie, bo nie wiedziałem co się dzieje. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że porwali mnie kosmici. Pokazywali mi straszne rzeczy. Robili mi pranie mózgu twierdząc, że całe moje życie jest totalnie bez sensu. Na skalę absolutu to co robię, myślę i czuję nie ma kompletnie znaczenia. Tak jak los mrówki dla lasu jest obojętny, tak moja wartość istnienia jest tyle warta na ile sam ją wycenię. Potem mi świecili w oczy światełkami jakimiś, potarmosili, zasuszyli w ustach i uwolnili.
Spadanie było rewelacyjne. Czułem się niczym mała kuleczka świadomości, która z wielką prędkością zbliżała się do granic wymiarów by ją przeniknąć i upaść na płaskiej rzeczywistości trzeciego wymiaru, odbijając się kilka razy od krawędzi dziur i zagłębień. Czułem się niczym bila bilardowa wpadająca w dziurę w stole. I wiedziałem, że jak ocknę się świadomością w trzecim wymiarze to nic nie będę z tego pamiętał i rozumiał. I tyle na ile zapamiętałem ze zrozumieniem to zapisałem.
wysokich lotów - hej!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz