Matka Boska Gietrzwałdzka
Swego czasu jak stanąłem ponownie na pograniczu dwóch światów na chwilę zatrzymałem się i skupiłem na tym co mnie otacza. Otaczała mnie przestrzeń. Moja własna przestrzeń. Pokój uściślając jednym słowem. Ale obraz pokoju był mi znany, więc nie skupiłem się na nim. Skupiłem się na tym co było mi nieznane w nim. Nieznana była w nim energia... tzn kiedyś gdzieś ją czułem, ale nie za bardzo kojarzyłem kiedy i gdzie - bardzo podobne wrażenie do tego gdy się widzi czyjąś twarz i nie można sobie przypomnieć skąd zna się tę osobę. W pewnym momencie wszystko w około zniknęło. Każdy przedmiot, każda myśl, każda emocja, każdy atom. Znalazłem się w pustej przestrzeni... tak się wydawało na wstępie, ale po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że przestrzeń ta jest wypełniona błogostanem i bezpieczeństwem. A także zwariowanymi malutkimi schizami latającymi wkoło głowy nie stanowiącymi pojedynczo niczego konkretnego, a w całości stanowiły obraz całej sytuacji. Objawiła mi się tym oto sposobem Matka Boska Gietrzwałdzka. A skąd wiem? Bo się przedstawiła. Powiedziała, że niezależnie od tego czy wierzę czy nie, ale pod nią właśnie podlegam, gdyż to ona jest Strażnikiem na tym tym terenie na którym mieszkam od urodzenia. Jako że znała mnie całe życie to wiedziała o mnie wszystko - każdą tajemnicę, skrywany lęk, nieczystość mojego sumienia. Jednym słowem wiedziała o mnie wszystko. Nie chciała nic ode mnie. Jedynie się objawiła bym wiedział, że jest i bym nic już przed nią nie ukrywał. Przed nią i przed samym sobą. Powiedziała, że jestem za duży na takie zabawy w okłamywanie Matki, bo to i tak do niczego mnie nie zaprowadzi a wzbudzam w niej tylko brak zaufania. No i następnie rozwiała się wśród drzew, przywracając ściany i podłogę mojemu pokojowi wypełniając go ponownie gęstą materią.
Matka Boska Sząbrukowska
Następnego dnia miałem kolejne objawienie - tym razem była to Matka Boska Sząbrukowska. Nic nie mówiła, nie zabierała pomieszczeń, nie dawała żadnej oznaki świadczącej o jej Boskości, ale wystarczyło jedno spojrzenie prosto w oczy bym zrozumiał, że Ona jest tak samo Boska jak ta Gietrzwałdzka tylko bardziej nieśmiała. To był Dzień Kobiet, więc obdarowałem Ją kwiatem zesłanym mi przez Białowłosego Anioła. Spojrzała się w lekkim uśmiechu na mnie i spokojnym mrugnięciem oczu przesłała mi znak miłości wraz z podziękowaniami. Komunikacja myślami i emocjami jest znacznie potężniejsza i piękniejsza duchowo niż słowami... Szkoda że ludzie tak nie potrafią
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz