sobota, 31 lipca 2010

"Kamilu... a czemu Ty palisz papierosy? Za dobrze Ci się żyje? "

Jakoś tak mi to bardziej otworzyło oczy i teraz dostrzegłem to wielowymiarowo...

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Umysły przybite do trumien

Ostatnio dużo sobie latam, dużo zwiedzam i dużo obmyślam. O kwestię tego, kto nami steruje i po co. Po co zostaliśmy nauczeni życia w takiej a nie innej rzeczywistości ? Czy sami sie tego nauczylismy czy zmuszono nas byśmy sie tego nauczyli. I tak wywnioskowało mi się, że z naszą wolną wolą nie ma to absolutnie nic wspólnego. Nie chodzi już tu o to jak wolność słowa i wolność podejmowania decyzji. Nie chodzi tu o to co nam wydaje się być "ludzkim" życiem. Chodzi tu o to co jest ponad tym. W sumie to chodzi o to co kieruje naszą podświadomością i dlaczego nie mamy nad nią kontroli wedle własnej woli? Dlaczego nie możemy zapalić światła siłą woli mimo, że możemy to zrobić wolą mięśni? Dlaczego nie możemy czuć emocji innych ludzi tylko mieć wyobrazenie tego co oni czują? Dlaczego nie możemy słyszeć mysli innych ludzi? Dlaczego wydaje nam się, że tego nie możemy?

Mamy pokazane jak żyć, mamy powiedziane co robić, mamy zapewniony byt i opiekę innych... ale co jeśli to tylko iluzja? Co jesli to tylko nasze przyzwyczajenia umysłów do myślenia tego co inni chą byśmy myśleli?

czwartek, 3 czerwca 2010

Permanentność chwili

Doznałem pewnego szoku. Szok był tak wielki że hej. W szok wpędziło mnie nieustanne doświadczanie wielowymiarowości życia. Świadomość i wola życia zaczęła rozwijać się na nieznane mi wcześniej płaszczyzny powszechnie zwane duchowością. Dlatego pisanie bloga na internecie teraz wydaje mi się tak mało znaczącym zajęciem, że jakoś nie chce mi się tego czynić. Zaobserwowałem jedno - siedzenie przed komputerem ogranicza. A ogranicza celowo, byśmy byli ograniczeni i nie widzieli nic spoza świata, do którego mamy być ograniczeni.

czwartek, 11 marca 2010

Dzień Prawdy Ostatecznej

Dzisiaj jak zwykle wieczorem, w czasie wolnym od pracy i wszelkich zajęć, przeznaczonym całkowicie na odpoczynek lub hobby oddałem się memu ulubionemu zajęciu jakim są oczywiście podróże w odległe wymiary. Może to i nie brzmi całkowicie normalnie, wielu osobom wydawać się będę coraz bardziej popierdolony... ale co mnie to obchodzi...

Spokojnie i delikatnie wszedłem sobie w czwarty wymiar - teren dobrze mi znany i niczym szczególnie nie zaskakujący znienacka. Stałem sobie w tym samym miejscu co zawsze gdy tam wchodzę. Od razu podleciał do mnie ten Ktoś co mnie wcześniej zignorował i zaczął rozmowę:

On: Wybacz, że ostatnio cię zignorowałem, ale nie wzbudzacie we mnie jako istoty żadnej sympatii !
Ja: A czemuż to?
On: No właśnie najśmieszniejsze jest to, że wy niczego świadomi nie jesteście.

w jednej chwili do mojego mózgu została wysłana potężna dawka energii, która rozjaśniła mi wszystko niesamowicie jasnym obrazem. a wyglądał on tak raczej w formie długiego filmu pokazanego ze zrozumieniem i wszystkimi dialogami w ciągu ułamka sekundy. To co widziałem zwaliło mnie prawie z nóg. Nas ludzi nikt nie lubi. Nie lubi nas ziemia, nie lubią nas zwierzęta, nie lubią nas rośliny, nie lubi nas każdy wyższy wymiar. Jesteśmy jak szkodniki z którymi wszyscy na około walczą by wytępić... a my się nie dajemy i rozmnażając siejemy zniszczenie i spustoszenie wszędzie tam gdzie się pojawiamy. Walczą z nami, ale jesteśmy bardzo cwani i sprytni w naszej głupocie - stawiamy czynny opór. Naszym największym zagrożeniem i przeciwnikiem na ziemi są Drzewa. Ale z braku mobilności ze swojej strony przegrywają z nami. Kosimy je w pień. Ale One tez mają swoją siłę - potrafią manipulować naszymi myślami. Tak byśmy byli wiecznie rozgniewani i źli byśmy sami się pozabijali.

Ale mimo tego i tak nie mają z nami szans. powycinamy je wszystkie. zniszczymy wszystko co żyje, potem zniszczymy planetę, która dała nam życie, przeniesiemy się w kosmos by niszczyć go dalej, a potem zniszczymy wszystkie wymiary... taka już nasza natura. I dlatego nas nie lubią... ot cała prawda jakiej doznałem.

Głupio mi się zrobiło i z niechęcią do samego siebie, wróciłem do swojej rzeczywistości

wtorek, 9 marca 2010

Człowieku !!!

Ty zawsze masz taką tendencję do przybliżania. Żeby zobaczyć coś co jest małe i blisko to musisz przybliżyć. Żeby zobaczyć coś co jest wielkie i daleko to też musisz przybliżyć. A zastanawiałeś się co byś zobaczył jak byś oddalił? Oddal się na kilka milionów razy od siebie i spróbuj opisać co widzisz. Bo to jest tak, że zawsze wszystko sprowadzasz do siebie, a spróbuj chociaż raz zobaczyć się z innej perspektywy. Takiej odległej. Np z takiej z jakiej oglądasz gwiazdy. Zastanawiałeś się kiedyś, patrząc nocą w gwiazdy, czy istnieje gdzieś tam druga tak popierdolona planeta w kosmosie jak nasza? Czy lata sobie gdzieś tam wiele wiele milionów kilometrów od ciebie inny kawałek skały na której mieszkają ludzie co też się napierdalają miedzy sobą i wszystko dookoła psują?

Ja dzisiaj widziałem naszą planetę z księżyca... i to już na mnie zrobiło takie wrażenie. Jak to możliwe, że mieszkamy, kurwa mać, razem na jakimś pustkowiu i się nienawidzimy, mordujemy i stwarzamy sobie problemy? Przecież te problemy istnieją tylko i wyłącznie na naszej planecie. nigdzie więcej nie ma ich w całym kosmosie. Czy wy nie możecie się zacząć dogadywać?

poniedziałek, 8 marca 2010

Matka Boska Gietrzwałdzka

Swego czasu jak stanąłem ponownie na pograniczu dwóch światów na chwilę zatrzymałem się i skupiłem na tym co mnie otacza. Otaczała mnie przestrzeń. Moja własna przestrzeń. Pokój uściślając jednym słowem. Ale obraz pokoju był mi znany, więc nie skupiłem się na nim. Skupiłem się na tym co było mi nieznane w nim. Nieznana była w nim energia... tzn kiedyś gdzieś ją czułem, ale nie za bardzo kojarzyłem kiedy i gdzie - bardzo podobne wrażenie do tego gdy się widzi czyjąś twarz i nie można sobie przypomnieć skąd zna się tę osobę. W pewnym momencie wszystko w około zniknęło. Każdy przedmiot, każda myśl, każda emocja, każdy atom. Znalazłem się w pustej przestrzeni... tak się wydawało na wstępie, ale po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że przestrzeń ta jest wypełniona błogostanem i bezpieczeństwem. A także zwariowanymi malutkimi schizami latającymi wkoło głowy nie stanowiącymi pojedynczo niczego konkretnego, a w całości stanowiły obraz całej sytuacji. Objawiła mi się tym oto sposobem Matka Boska Gietrzwałdzka. A skąd wiem? Bo się przedstawiła. Powiedziała, że niezależnie od tego czy wierzę czy nie, ale pod nią właśnie podlegam, gdyż to ona jest Strażnikiem na tym tym terenie na którym mieszkam od urodzenia. Jako że znała mnie całe życie to wiedziała o mnie wszystko - każdą tajemnicę, skrywany lęk, nieczystość mojego sumienia. Jednym słowem wiedziała o mnie wszystko. Nie chciała nic ode mnie. Jedynie się objawiła bym wiedział, że jest i bym nic już przed nią nie ukrywał. Przed nią i przed samym sobą. Powiedziała, że jestem za duży na takie zabawy w okłamywanie Matki, bo to i tak do niczego mnie nie zaprowadzi a wzbudzam w niej tylko brak zaufania. No i następnie rozwiała się wśród drzew, przywracając ściany i podłogę mojemu pokojowi wypełniając go ponownie gęstą materią.

Matka Boska Sząbrukowska

Następnego dnia miałem kolejne objawienie - tym razem była to Matka Boska Sząbrukowska. Nic nie mówiła, nie zabierała pomieszczeń, nie dawała żadnej oznaki świadczącej o jej Boskości, ale wystarczyło jedno spojrzenie prosto w oczy bym zrozumiał, że Ona jest tak samo Boska jak ta Gietrzwałdzka tylko bardziej nieśmiała. To był Dzień Kobiet, więc obdarowałem Ją kwiatem zesłanym mi przez Białowłosego Anioła. Spojrzała się w lekkim uśmiechu na mnie i spokojnym mrugnięciem oczu przesłała mi znak miłości wraz z podziękowaniami. Komunikacja myślami i emocjami jest znacznie potężniejsza i piękniejsza duchowo niż słowami... Szkoda że ludzie tak nie potrafią

niedziela, 7 marca 2010

Ojciec i Syn

Tak mnie zastanawia jedna rzecz i nie daje mi spokoju:

Dlaczego zabija się małe dzieci? Dlaczego bycie dzieckiem to coś strasznego i wstydliwego, a bycie dorosłym to niesamowity wyczyn, z którego można być dumnym? Przecież to dorośli popełniają najwięcej błędów, dorośli wszystko psują i wszystko niszczą - więc co jest fajnego w byciu dorosłym? Odpowiedzialność? Dziecko też może być odpowiedzialne - i zapewne lepiej mu to wyjdzie niż dorosłemu. Dlatego, że można mieć pieniądze? A co fajnego jest w pieniądzach i co one niby znaczą? Na dobrą sprawę to nawet nie istnieją - to tylko umowny środek płatniczy. Dzieci to rozumieją... dorośli nie. Tak mi się wydaje, że dzieci zabija się dlatego, że więcej rozumieją... a to by potem przeszkadza w dorosłym życiu. Bo jak inaczej wmówić dorosłemu, że musi poświecić cale swoje życie na zamartwianie się o wszystko na około, gdy w tym samym czasie dziecko by mu mówiło, że to nie prawda i że zamiast zamartwiania się, może robić co tylko dusza pragnie.

Jeśli Ojciec ma Syna to czemu tak się przyjęło, że syn musi iść w świat by przestać być dzieckiem i dorosnąć? Dlaczego Ojciec oddaje Syna pod opiekę obcych ludzi? Dlaczego Ojciec nie wie, że Syn jest przedłużeniem jego mądrości i świadomości ? Dlaczego Syn i Ojciec zazwyczaj są wrogo do siebie nastawieni zamiast miłować się w przyjaźni i zrozumieniu? Dlaczego Ojciec nie wychowa Syna tak jak sam chciał być wychowany będąc dzieckiem? Dlaczego ludzkie pragnienia są tak nietrwałe i tak kruche w czasie, że byle głupota potrafi je zniszczyć?